:-( Wygląda na to że masz Adblocka. Utrzymujemy się z reklam żeby móc dostarczyć Ci wiadomości z Twojego regionu za które nie musisz płacić, czy mógłbyś rozważyć jego wyłączenie?
teraz -3°C

Dzikie miejsce w sercu miasta

Po godzinach, Dzikie miejsce sercu miasta - zdjęcie, fotografia
Redakcja 01/08/2019 12:36

Rozmowa z Mateuszem Wilkańcem, właścicielem pracowni Dzik Barbershop

Pierwsze pytanie sam sprowokowałeś. Dlaczego Dzik?

Dzik to synonim męskości. Ma wszystko, co prawdziwy facet powinien mieć: solidny, twardy zarost, wzbudzające powszechny respekt oblicze, swój własny kawałek lasu i przynajmniej dwa żołędzie. Zarost jest tu oczywiście kluczowy. A ja jestem od tego, by go pielęgnować. By te dziko rosnące chaszcze wyglądały jak z obrazka, by były zadbane i pachnące, a jeśli trzeba - także groźne, budząc szacunek zarówno wśród innych dzików, jak i podziw na mieszkankach lasu.

Mieszkankach? Dzik Barbershop to także miejsce dla pań?

I tak, i nie. Z założenia kobiet nie strzygę, jednak - robię wszystko, by ich dziki spełniały wszystkie, nawet najbardziej wygórowane oczekiwania płci pięknej. Skrócę i ogolę wszelkiego gatunku krzaki. Mam w tym nie lada doświadczenie. Odpowiednio wypielęgnowany dzik wychodzi ode mnie nie tylko bardziej przystępny do życia w rodzinie, ale również bardziej pachnący, bo krzaki jego wszelkie zyskują nie tylko blask, ale i ponętne zapachy. Dzik po wizycie w mojej pracowni jest jak po operacji ratującej życie. Teraz będzie mu już tylko lepiej.

Pięknie opowiadasz, ale przecież to… tylko strzyżenie.

I tutaj dochodzimy do sedna. Większość fryzjerów męskich, to rzeczywiście - „tylko strzyżenie”.  Bez życia, bez duszy, jak na taśmie produkcyjnej w fabryce. Przychodzisz, siadasz, czekasz na swoją kolejkę, czytasz gazety sprzed roku albo dalej… Ja wyznaję inną zasadę: dla mnie klient jest najważniejszy, dla każdego mam zarezerwowane więcej czasu, każdy umówiony jest na konkretną godzinę, z każdym się co najmniej lubię, a z wieloma nawet przyjaźnię. Praktycznie nie ma osób przypadkowych, w większości jest tak, że nowy dzik, który wskutek różnych zdarzeń trafi wreszcie do mojego zagajnika, poczuje zapach lasu i usłyszy przepływający tuż obok strumyczek o bursztynowej barwie, już zawsze będzie wracał. W ten sposób tworzy się prawdziwa wataha, taka… dzika banda. I ona się rozrasta w zastraszającym tempie. A żeby ją ogarnąć, trzeba więcej kosiarek do tych krzaków.

To znaczy? Masz braki sprzętowe?

Sprzętowe nie, raczej ludzkie, albo wprost - dzikie. Potrzebny mi nowy dzik w stadzie. Ręce mam tylko dwie, a dzików zakrzaczonych wciąż więcej. Nawet myśliwi, których serdecznie pozdrawiam, chociaż zdanie mam wyrobione, nie dają rady, a populacja wciąż rośnie. Przydałaby się pomoc. Więc czekam. Kto do watahy chce dołączyć, niech mnie odwiedzi. Praca dobra, nie za miskę ryżu - cytując klasyka - bo ryżu nie jadamy. Płacę w żołędziach, i to obficie. Okoliczności przyrody też niczego sobie. Jako rasowy dzik, skromny być nie zamierzam: pracownia jest pierwszorzędna. Typowy klient u fryzjera wchodzi, siada na fotel i gapi się w lustro - czyli w siebie. U mnie, odwrotnie. Łeb jego lata na wszystkie strony, choć nieruchomym powinien pozostać. Wszędzie wokół tyle doznań estetycznych, że dzik o własnym obliczu wręcz zapomina. A pracownia urządzona jest naprawdę dostojnie. Dopiero, kiedy na ryj swój dzik spojrzy odświeżony, zachwyci się ponownie sobą samym, o otoczeniu mym nieskromnym, zapominając. I to dla mnie nagroda największa. By dzik zadowolony był z nowego siebie. 

A jakaś łyżka dziegciu do tej beczki miodu?

Rzeczywiście, skromność to moja słaba strona (śmiech).  Ale mam taką piętę achillesową, która mi nieco doskwiera, o czym już wspominałem. Dziki to stadne zwierzęta, a ja - po tej stronie golącej - wciąż w pojedynkę. Jakiś dzik, albo nawet pani dzikowa? Czemu nie. Miejsce jest gotowe, stanowisko czeka. Sam nie podołam, mimo zalet wielu. A musicie wiedzieć, że jedną z nich jest zdolność zaopiekowania się każdym dzikiem kompleksowo. Bo oferuję nie tylko pielęgnację krzaków. Jestem jak mama, do której każdy dzik wpada w niedzielę na najlepszy na świecie rosół i schaboszczaka. Jak ulubiony barman, któremu zwierzy się z nurtujących problemów, oczekując zimnego browarka. I w tym względzie mogę zaradzić. Jestem jak psychoterapeuta, u którego dzik walnie się na kozetce i wyrzuci, co go boli. Prawdziwy dzik renesansu (śmiech).

Ale, uwaga: nie robię wzorków ani samurajów, a warchlaki muszą poczekać, aż staną się dzikami. Zapraszam na Libana 5 – do mojego zagajnika.

Dziękuję za rozmowę.

Dzikie miejsce w sercu miasta komentarze opinie

Dodajesz jako: |

Ogłoszenia PREMIUM

Chcesz coś sprzedać lub kupić, oferujesz usługi, szukasz pracownika lub pracy?

Dodaj swoje drobne ogłoszenie w naszym serwisie. Zapraszamy!

Dodaj ogłoszenie
Reklama
 Reklama